czwartek, 9 sierpnia 2018

Letnie inspiracje

A pro'pos  interesującej propozycji zabawy blogowej utworzonej przez  BABOOSHKĘ (Marzena Anna Walczak) postanowiłam ujawnić co mnie inspiruje. 
Od kilku lat niezmiennie zachwyca mnie i "natycha" do stylowych poszukiwań własnej garderoby blog pt.: ACIDENTAL ICON.
Autorka bloga, LYN SLATER, to dama znająca się na sztuce ubierania, promująca (na sobie) interesujące projekty współczesnego designu , osoba w tzw.słusznym wieku ale bez zachamowań i kompleksów.
Zresztą ma świetną (wiotką) sylwetkę, na której wszystko świetnie leży. Też bym chciała żeby wszystko na mnie tak leżało, ale jest jak jest...

Inspiracja lipcowa:


moja wersja:


Spodnie z lampasami w sportowym i miejskim stylu zdominowały moją szafę, po prostu je uwielbiam. Przyznam, że je kolekcjonuję. Lubię je nosić z białą koszulą od ZARA  oraz z czarnymi, sportowymi T-shirtami wykończonym białymi listwami.

Inspiracja sierpniowa:


Ta dwuwarstwowa suknia domowa (a może bardziej ogrodowa) na pewno mnie natchnie do "rękoczynu". Chociaż pastele nie bardzo mi służą na pewno coś wymyślę, ze względu na nieustający upał.



sobota, 4 sierpnia 2018

RECENZJA - moje hobby

Na pewno Was zaskoczę ,miłe czytelniczki (ciągle jednak do mnie zaglądacie mimo długiej przerwy w publikowaniu) - a jednak wracam do blogowania, co prawda ,w nieco zmienionej formie.
Będę pisać o tym, co teraz mnie zajmuje najbardziej  czyli o czytaniu.
ps. zdjęcia też będą ,od czasu do czasu.




JAK ZAWSZE


Tytuł powieści zafascynował mnie - jak zawsze ?  O co chodzi autorowi? Co się dzieje "jak zawsze"?
Używamy tego sformułowania często na co dzień, w przeróżnych sytuacjach, czasem jest to opis jakichś banalnych czynności, czasem wyrażamy w ten sposób rezygnację nie spodziewając się niczego nowego ani zaskakującego. Najczęściej za pomocą tych dwóch słów  wyrażamy zniechęcenie, dezaprobatę a nawet ironię w stosunku do toczących się wydarzeń.
Najrzadziej mówimy "jak zawsze" dla podkreślenia bezpieczeństwa sytuacji, dla uspokojenia obaw, a w  NASZYM życiu  taka bezpieczna sytuacja, podkreślona rutyną, profesjonalizmem albo przestrzeganiem procedur, zdarza się  niezwykle rzadko.
Sięgnęłam po grube tomisko z ciekawością zachęcona okładką (może to nowy "Grey"?) i nie rozczarowałam się, szczególnie w pierwszym rozdziale, który pochłonął mnie bez reszty.
Kupa sexu, a ja pękałam ze śmiechu!
Niestety, im dalej w gąszcz słów, było mi coraz markotniej. Sex wprawdzie był, ale jednak nie w stylu Greya, taki bardziej polityczny... Natomiast na usta, oprócz perlistego śmiechu, pchały się bardzo nieprzyzwoite słowa.
Przewróciłam ostatnią stronę i skonstatowałam: cóż, jak zawsze, jakbyś się człowieku nie odwrócił, d... zawsze jest z tyłu.

Nie mogę Wam więcej napisać, bo zdradziłabym pointę i zmarnowałabym cały urok i suspens tej znakomitej powieści.
Dodam tylko, że szczególnie miło będzie się czytało to dzieło osobom, które kiedykolwiek mieszkały w Warszawie i dobrze ją znają no i są dobre z naszej historii współczesnej.
Tak sobie myślę, że to wspaniały materiał na tragikomiczny(z naciskiem na komiczny) film, Panie Machulski.

ps. Zygmunt Miłoszewski to odtąd mój "number one" polskiej literatury , podobno pisał kryminały, dlaczego nie wpadły mi w oko? Koniecznie muszę tę stratę nadrobić.

POLECAM ,POLECAM !








czwartek, 1 marca 2018

Z głębi szafy- mróz trzaskający

Moje drogie, dawno temu w odległej......nie to nie to, w nieodległej tak bardzo przeszłości, mówiło się w zimie, że idą mrozy. Często szły, razem ze śniegiem. To wcale nie były żarty, taka zima.
Właśnie z tej okazji, że dziś jest 1.marca i początek astronomicznej wiosny (tak, tak) a tu nagle wystąpił mróz trzaskający, postanowiłam pokazać wyciągniętego z głębi szafy MIŚKA.
Misiek jest długi i ciepły i zakrywa wszystko, co trzeba oddzielić od mrozu trzaskającego.
A pod miśkiem jest "francja-elegancja" z koronkami i nawet mogą być aksamitne mini szpileczki.
To już jest ostatnie zimowe  "le performance", ponieważ uznaję astronomiczną wiosnę za rozpoczętą i tego zamierzam się trzymać.
Żeby nie wiem co.



Na tym zdjęciu jest właśnie wspomniana sukienka swetrowa z koronką i aksamitnymi szpileczkami ale - nonszalancko zwisa mi z ramienia całkiem inne futerko made in USA, które fantastycznie udaje czarnego, groźnego  wilka (bo sierść ma zjeżoną), ale to tak przy okazji....







sobota, 10 lutego 2018

Z głębi szafy

Tak jak przypuszczałam zima pojawiła się w lutym i chyba da nam jeszcze popalić, to znaczy : jeszcze nas zawieje i zamiecie.
W związku z tym zrealizowałam już nieco odległą zapowiedź pokazania się w nieco zamierzchłym kożuszku made in New Targ.
Kożuszek ten wpadł mi w ręce za sprawą ulubionej przyjaciółki.
Początkowo miałam zamiar użyć go "trendowo" z sukienką w kwiatki ale, niestety, stało się mroźnie i wietrznie co zmusiło mnie do sztampowego, zimowego przyodziewku, czyli klasycznie po polsku -dżinsy, sweter i botki, wszystko w gamie granatu no i oczywiście, aby podkreślić góralski charakter całości - kapeluś, ino bez piórecka, bo ni mom.
Kapelusz za to jest cały granatowy i zamszowy.
Torebka świeżo nabyta w PARFOIS, po prostu worek, który posiada zapasowy pasek do noszenia jako plecaczek. Ja  tym razem dołożyłam szeroki, ćwiekowany pasek, który można w tym sklepie dokupić, w różnych kolorach.











Zapomniałam dodać, że kożuszek posiada to co ostatnio bardzo lubię  czyli kapturek.



sobota, 13 stycznia 2018

Biżuteria na stałe

Często słyszę w wypowiedziach wielu blogerek i stylistek, że najważniejszy w stylizacji jest szczegół. W szczegółach  tkwi urok naszych kreacji. Te szczegóły to najczęściej akcesoria takie jak : torebki (zajrzyjcie do Pinot Noir koniecznie), apaszki, szale, kapelusze i dodatek konieczny - biżuteria. Najczęściej, a nawet nagminnie, występują w tej roli naszyjniki.
Moją "piętą" jest pewna niechęć do biżuterii, boję się jej nadmiaru lub dominacji w stroju (szczególnie sportowym). Najchętniej noszę klipsy, które zdobywam najczęściej w PARFOIS.

Właśnie znalazłam, całkiem przypadkowo, rozwiązanie mojego problemu z doborem właściwej biżuterii kupując sweterek z aplikacją cekinową. Aplikacja jest tak sprytna, że zmienia swoją treść po pogłaskaniu w górę lub w dół - albo jest shick albo cool.
Na dzisiaj wybrałam "cool".



Takie botki zamszowe upolowałam w DEICHMANN na wyprzedaży za, doprawdy, śmieszną kwotę.



                                        Jutro zmienię tylko futerko.


sobota, 18 listopada 2017

Jutro będzie futro...

-a dzisiaj odpowiedni (dla mnie) płaszczyk jesienny. Upolowany w sh. Polowanie nie wymagało wiele wysiłku  bo płaszczyk wyraźnie na mnie czekał, wisiał na wieszaku  cierpliwie mimo, że wpadłam do magazynu 3 dni po nowej dostawie. To była atrakcyjna dostawa metkowanych ubrań z outletu gdzieś w UK.
Jak wiecie preferuję niezbyt długie okrycia wierzchnie z powodu przemieszczania się samochodem.
Płaszczyk jest długości wystarczającej, wyprodukowany w Guatemali, z australijskiej wełny wg.projektu Kristen Blake (muszę się czegoś dowiedzieć o tej projektantce) z  ciekawie wszytym w bocznych szwach paskiem, który można zawiązać z przodu  lub z tyłu.
Linia płaszczyka jest wyjątkowa, lekko dopasowany z rozszerzonym dołem.
Taki fason powoduje, że wszystko co znajduje się poniżej linii dolnej wydaje się szczuplejsze
Aby podkreślić efekt założyłam wąską spódnicę (o zgrozo -w kratę!) i długie boty (Deichmann) na wysokiej platformie i stabilnym obcasie. Mam nadzieję, że mimo kraty całość nie wyda się zbyt zwalista.
Ponieważ szykuję się do wyjścia,  trzymam torbę o dynamicznym, biało-czarnym,
wzorze. Tak przypadkiem.





                                                                       


                                                                 
                                                                 










piątek, 3 listopada 2017

Coś ciepłego, coś czerwonego...

Nie lubię długich i ciężkich ubrań nawet gdy aura tego wymaga, dlatego zwykle noszę kurtki, żakiety i poncho. Poncho jest długie ale nie krepuje ruchów i nie gniecie się w samochodzie.
Kurtka to jednak w zimie dobry zamiennik np. krótkiego kożuszka. Na kożuszek jest, jak mi się wydaje, trochę za wcześnie. To jest czas na fajną, kolorową kurtkę, która swoim kolorem rozjaśni ten listopadowy mrok.
Upolowałam taką kurtkę w H&M ( po bardzo zachęcającej cenie) i zdziwiłam się, że jest taka lekka i miła w dotyku  mimo, że jest to "alpejka" czyli pierzynka. Ponadto jest baaaardzo ciepła.
Miałam zamiar zastosować tzw. stylizację "mono colour" ale tyle ich już jest na znajomych blogach, że postanowiłam się wyróżnić. Tak więc, po prostu marchewka i denim.


Kurtka posiada ogromny kołnierz, który pełni zarazem rolę kaptura.






Dżinsy dzwony uzupełniają botki w identycznym  kolorze m-ki OLEKSY (skóra  tłoczona w imitację gada).